niedziela, 1 czerwca 2008

Metallica - 28.05.2008, Stadion Śląśki, Chorzów (nerdspotowa relacja)

aveknever Choć zabrzmi to nieprawdopodobnie, Metallikę odkryłem dopiero w 1999 wraz z albumem „S&M”. Od tamtej pory ich muzyka towarzyszyła mi prawie zawsze, a Metallica stała się nieodłącznym elementem mojego życia. Nigdy nie szalałem z pasji, nie zapamiętywałem tekstów ani nie czytałem wszystkich możliwych nowinek z życia zespołu, ale ich utwory nie raz dawały mi kopa gdy nie miałem energii, zmuszały do zadumy gdy nie mogłem się skupić i przyprawiały mnie o ciarki gdy słyszałem soczyste riffy.


Zespół odwiedził już Polskę kilka razy, ale niestety nie miałem sposobności zjawić się na żadnym ich występie.
Wyobraźcie więc sobie mój zachwyt kiedy dowiedziałem się o majowym koncercie. Podniecenie było tym większe, iż obiecałem sobie, że kiedyś usłyszę ich na żywo choćby nie wiem co! Kupno biletów było tylko formalnością – moja obecność na tym koncercie była pewna.


Ileż wydarzeń miało miejsce od momentu, gdy przeczytałem newsa o przyjeździe Metalliki do Polski aż do samego koncertu! Ja jednak pamiętam tylko chwilę gdy wchodziłem na płytę Stadionu Śląskiego, a oczom mym ukazał się las... głów ;).
Tysiące stojących i siedzących ludzi; kobiet i mężczyzn, długowłosych i „na jeża”, niskich i wysokich, „normalnych” i „wykręconych”. Ich widok - zebranych wszystkich w jednym miejscu zapierał dech w piersiach. Cały stadion wypełniała atmosfera oczekiwania i podniecenia. Nietrudno było poczuć ten nastrój i stać się częścią tłumu – wielką, różnokolorową plamą o wspólnej świadomości i tylko jedną myślą... Metallica!


Stałem na płycie, pocąc się i denerwując, a mój zegarek wyliczał leniwie sekundy do godziny 21 – planowanego wyjścia zespołu na scenę.
W pewnym momencie rozbłysły reflektory; ich oślepiające światło skierowane było prosto w publikę. Oczy piekły mnie niemiłosiernie, ale podniecenie tylko wzrosło. Gdzieś za mną usłyszałem ryk tłumu przesuwający się powoli w moją stronę. Odwróciłem się zaciekawiony jego źródłem i zobaczyłem gigantyczną meksykańską falę sunącą po tylnich sektorach. Poczułem jak jeżą mi się włosy na karku.


Z głośników leciały cicho rozgrzewające dźwięki różnych utworów rockowych. Publiczność podrygiwała nieśmiało oczekując na gwiazdę wieczoru.
Wtem muzyka ustała. Nieoczekiwaną ciszę zastąpił szum podekscytowanego tłumu. Gwar trwał kilka minut i nagle przeszedł w ogłuszający ryk. Ze sceny dotarły do mnie dźwięki „The ecstasy of gold” - utworu zapowiadającego wejście Metalliki.
Dookoła mnie wydobywał się wrzask z tysiąca gardeł aby przejść ostatecznie w ogłuszający pogłos. Wydawało mi się, że już głośniej krzyczeć się nie da... Myliłem się. Na scenie pojawił się zespół. Ryk stał się głośniejszy, wręcz bolesny dla uszu. Myślałem, że moje bębenki dłużej tego nie wytrzymają,.. i znowu się myliłem. Metallica zaczęła grać.


Od tej chwili wspomnienia stają się chaotyczne. Pamiętam niekończącą się ekstazę, Hetfielda krzyczącego „Oh yeah?!”, publiczność odpowiadającą „YEAH!”. Pamiętam mój głos próbujący przebić się przez wrzaski innych ludzi śpiewających wraz z zespołem, cudowne „Nothing Else Matters” z tysiącami zapalniczek i telefonów komórkowych wzniesionych w górę, zaskakujące „Devil's Dance”, zachwycające „One” z niesamowitym pokazem pirotechnicznym. Wciąż słyszę w głowie „Seek and destroy”, które zespół zagrał na sam koniec doprowadzając tłum do szaleństwa. Nie mogę zapomnieć Hetfielda, który tak dobrze dogadywał się z polską publicznością. chwaląc głośno flagę przygotowaną przez polski fanclub Metalliki i zachwalając nas mówiąc z podziwem „And after four years you're still here”.


Choć chaotyczne, każde wspomnienie z tego koncertu wciąż jest żywe w mojej pamięci. Nadal potrafię zamknąć oczy i poczuć tą samą ekstazę, przywołać fragment niemal każdego utworu i usłyszeć ogłuszający wrzask tłumu. Nawet pisząc tę relacje czuje niemal te same emocje, które towarzyszyły mi na płycie Stadionu Śląskiego.
I tylko jedna myśl rujnuje cały efekt i sprawia, że mina nieco mi rzednie. Myśl ta nie daje mi spokoju i wymusza we mnie ciągłą walkę z samym sobą.
A myślą tą jest... JA CHCĘ JESZCZE RAZ!!!.

 

avekronWyobraź sobie że stoisz na płycie stadionu, dokładnie w samym centrum tłumu wyczekujących koncertu ludzi. Na trybunach fani szaleją robiąc meksykańską falę, rozglądasz się dokoła. Widok jest niesamowity. W chwilę potem na scenie zaczyna się jakiś ruch, a z głośników słychać utwór AC/DC – It’s a long way to the top (If you wanna rock and roll). Chcąc nie chcąc zaczynasz się rozgrzewać podskakując razem z tłumem. Nagle światła gasną, ale tylko na chwile by zaraz potem rozbłysnąć i ujawnić czterech muzyków którzy pojawili się właśnie na scenie. Od tego momentu, od chwili gdy usłyszysz pierwszy riff, pierwsze „yeah” Hetfield’a nie liczy się kim byłeś przed wejściem na koncert, nie liczy się czy przyszedłeś tu z ciekawości, do towarzystwa, czy też jesteś po prostu fanem. W tej chwili po prostu kochasz Metallicę…

Krótko mówiąc JA CHCĘ JESZCZE RAZ!

3 komentarze:

Flor pisze...

Piękne zdjęcia :D. No i jak zawsze fachowa relacja;). Podpisuje się pod obiema wypowiedziami... było czadowo! :P

Michał pisze...

W 2004 roku na pewno bylo lepiej ;P Ale na następny idę również ;)

RoninJack pisze...

Kurcze ja sobie nie wyobrażam żeby mogło być lepiej:P No w każdym razie.. do zobaczenia na następnym koncercie;)